16 stycznia 2019

Eko lęk, czyli czy eko życie ma jakiś sens?

Eko lęk, czyli czy eko życie ma jakiś sens?

Nowy rok, nowa ja. Wiele osób zaczyna styczeń z tym postanowieniem. Dla mnie nowy rok to szansa na przemyślenia, często refleksję i możliwość zmian. Dużo moich postanowień łączy się dla mnie naturalnie z kwestią ekologiczną. Jeść bardziej wege, kupować i wyrzucać mniej, próbować nowych alternatyw dla czystszej planety.


Ale kiedy natrafiam w internecie, czy gazecie na kolejny artykuł o tym, że zniszczenie środowiska wciąż rośnie, ludzie konsumują coraz więcej, a wielkie korporacje tylko podsycają nagonkę to zaczynam zastanawiać się, czy to ma jakiś sens. Kiedy widzę kolejnego naukowca ostrzegającego o tym, że zostało nam mniej niż pół wieku na tej planecie. 

Obejrzałam ostatnio filmik Jonny Jinton, szwedzkiej blogerki i artystki mieszkającej w północnej Szwecji. W filmiku Jonna opowiada o czekającym jej wioskę i dom losie, którym grozi zbudowanie tam ogromnego ,,parku'' turbin elektrycznych. Budowa zniszczyłaby bezpowrotnie krajobraz tego miejsca, a prąd z niej nie zasilałby nawet okolicznych domów, ale płynął do Niemiec.

Wiem, że można tu też pomyśleć: ,,Chwileczkę, przecież turbiny to zielona energia''. Faktycznie, ale to, co uderzyło mnie w jej filmiku to niesamowita i wielka ilość zniszczenia naturalnego środowiska, ludzkich i zwierzęcych siedlisk będących tam od wielu, wielu lat. Nie chodzi nawet o rodzaj energii, ale o sam fakt, że generujemy na nią tak ogromne i niekończące się zapotrzebowanie, że nie jesteśmy w stanie zauważyć problemu z wycięciem wielu kilometrów kwadratowych nienaruszonego lasu. Dla mnie jest to znak, że po prostu przerastamy swoje możliwości.

Wiem też, że nie jestem nieomylna w tym temacie i na pewno jest wiele rzeczy, których o tym nie wiem. Nie udaję, że jestem tu ekspertką. Chciałam w tym poście raczej pozbyć się pewnego rodzaju frustracji. Wideo Jonny sprawiło, że po prostu poczułam zrezygnowanie, a z nim stres i lęk. Poczułam, że przysłowiowo opadają mi ręce i opuszcza mnie energia, a serce napełnia się zwyczajnym strachem.

Dla wielu osób takie emocje związane z lękiem o przyszłość planety mogą wydawać się głupie. Po co przejmować się czymś, co zdarzy się za kilkadziesiąt lat? Dla mnie odpowiedź jest prosta: bo nie jesteśmy i nie będziemy tu sami. Po nas przyjdą następni, a nie wydaje się to być fair, żeby zostawić rozwiązanie problemu naszym dzieciom i ich dzieciom. Jeśli pomyśli się o tym logicznie to tak się po prostu nie godzi! Tak przecież nie można!

Siedząc na łóżku i myśląc o czekających nas konsekwencjach poczułam, jak robi mi się jednocześnie zimno i gorąco, i że naprawdę się denerwuję. Zrobiłam więc to, co pierwsze przyszło mi na myśl. Sięgnęłam po pomoc do internetu (!), z którego dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak ,,eco anxiety'' tłumaczone luźno na ,,eko lęk'', czyli stres i niepokój związany z kwestią ekologiczną. Taki lęk ,,włączany'' jest np. przez złe wieści o przyszłości planety, mimo naszych starań i zmian w stylu życia. Jak mam uratować planetę skoro widzę, że jest coraz gorzej?

Ten post nie jest jednak o sposobach takiego ratowania, ale o samym stresie i uczuciach temu towarzyszących. Jeśli czyta to ktoś, kto także ma takie spostrzeżenia to usłyszy tu najbardziej wyświechtany, ale prawdziwy tekst: ,,Nie jesteś w tym sam''. Siła naszego wpływu jest w społeczności, wsparciu i pomocy. Jesteśmy tylko tak mocni, na ile jesteśmy razem i współpracujemy. Na lęk nie ma prostego lekarstwa, trzeba sobie z nim radzić na bieżąco i nie stać w miejscu. Ja to przynajmniej tak odczuwam. Wolę takie spojrzenie niż odrzucenie wszystkiego i poddanie się.

Co o tym sądzicie? Mieliście kiedyś takiego rodzaju odczucie?

Do usłyszenia,
Basia


16 grudnia 2018

Świąteczny weekend we Wrocławiu

Świąteczny weekend we Wrocławiu
Hej! 

Oglądając świąteczne filmy, czytając opowieści, marzyłam zawsze o spędzeniu grudnia lub choć jego części w otoczeniu targu świątecznego, jak z obrazka. Chciałam przejść się miedzy stoiskami z prezentami, dekoracjami, grzańcem pachnącym przyprawami. 

W tym roku udało mi się w końcu wybrać na jeden z bardziej znanych polskich jarmarków świątecznych, czyli na jarmark we Wrocławiu. Postanowiliśmy spędzić tam weekend i napawać się świąteczna atmosferą pośród krasnali. Po całym wyjeździe stwierdzam, że niektóre aspekty wyjazdu można by przedstawić w kontekście oczekiwania vs rzeczywistość, bo w sobotę wieczorem nie dało się praktycznie przejść na jarmarku ze względu na tłumy, ale przejdźmy od rzeczy przyjemnych. 


Całe stare miasto było terenem Jarmarku; dekoracje w postaci lampek nad ulicami, na latarniach przystrajały ulice. 


Nie zabrakło też atrakcji takich, jak wiatrak z ruchomymi postaciami aniołów, czy świątecznie udekorowanych domów, w których można było kupić grzaniec czy czekoladę. 


Ja natomiast poczęstowałam się watą cukrową. 


Nie ma dla mnie wycieczki bez chociaż jednego muzeum. Tym razem wybraliśmy się do Muzeum Narodowego, w którym obejrzeliśmy nieco śląskiej rzeźby i odpoczęliśmy od jarmarcznych tłumów. 


Przeszliśmy się też po słynnej wrocławskiej Hali Targowej, raju dla eko-świrów. Można tam było kupić na wagę owoce, orzech, ciastka, herbatę, naprawdę wszystko! 


Wrocławska przygoda skończyła się dla nas dniem w oceanarium. 


Ech, ogólnie nie chodzimy już do zoo, ale muszę przyznać, że nie mogłam się oprzeć wizji zobaczenia pingwinów czy rekinów, bo nie miałam wcześniej takiej okazji. Mimo wszystko muszę przyznać, że to miejsce jest zrobione bardzo ciekawie, a same zwierzęta zdają się być zadowolone i mają naprawdę dużo miejsca jak na polskie warunki. 


Na tym kończę ,,relację” z naszej wycieczki do Wrocławia. Po powrocie do domu zabieram się od razu za inne świąteczne projekty, o których części prawdopodobnie przeczytacie tutaj. 


Do usłyszenia! ♡
Basia 




11 grudnia 2018

4 świąteczne playlisty 🎄

4 świąteczne playlisty 🎄
Hej!

Daleko mi od zaczynania Świąt po Halloween czy dniu Wszystkich Świętych, ale skoro jest już grudzień to sezon na kolędowanie uważam za otwarty!

Muzyka to dla mnie przynajmniej połowa świątecznego nastroju. Odpowiednio dobrany podkład muzyczny, piosenki i kolędy dają Świętom ten wyjątkowy nastrój, który dla mnie oznacza ciepły dom, cynamonową herbatę, robienie dekoracji świątecznych i pakowanie prezentów. Dobrze znane dźwięki i głosy przywołują wspomnienia poprzednich Świąt, chwil spędzonych z rodziną przy kominku, z przyjaciółmi na spotkaniach przy korzennej herbacie w kawiarni.

Dziś dzielę się z Wami moją ulubioną świąteczną muzyką w postaci playlist. Można puścić je ,,w tle'' np. podczas sprzątania, szykowania się rano czy chociażby pisania posta na bloga (!).

Osobiście lubię w domu otoczyć się trochę spokojniejszymi nutkami niż te, które słyszę w sklepach i restauracjach, więc w tym poście nie znajdziecie ,,All I Want For Christmas'' ani ,,Last Christmas'', ale mam nadzieję, że nawet mimo to ta lista będzie komuś przydatna/przyjemna.


Kliknijcie w linki z nazwami playlist, żeby ich posłuchać! Zaczynamy!



Oczywiście nie byłoby u mnie żadnego postu o muzyce bez chociaż jednego wspomnienia o Harrym Potterze. Uważam, że świąteczna muzyka z tej serii to wspaniała opcja dla tych, którzy mają ochotę na muzykę instrumentalną, trochę mniej komercyjną wersję świąt.

Miks ten złożony jest z różnych części ścieżki dźwiękowej do serii o Harrym Potterze, a wszystkiemu akompaniuje obraz zamku Hogwart skąpanemu w śnieżnym krajobrazie mroźnej zimy. Dla mnie cudo.

Od szkockiego Hogwartu przechodzimy do celtyckich rytmów, które znalazłam niedawno szukając w internecie świątecznej muzyki inspirowanej właśnie tą kulturą. Celtic Winter łączy w sobie klasyczne świąteczne rytmy z tradycyjnym irlandzkim stylem, a wszystko to spaja subtelne brzmienie instrumentów.

Zamykając oczy podczas słuchania można poczuć się przeniesionym kilkaset lat wstecz do świętowania w lesie, przy ognisku, w otoczeniu wróżek i starych drzew.



Święta, prezenty, choinka, pies i kot- czego chcieć więcej? Ta playlista to miks instrumentalnych klasyków świątecznych oraz kolęd granych podczas, gdy na ekranie śpią, przechadzają się i przeciągają pies z kotem.

Idealny wybór dla szukających tradycyjnych nut w sielankowym i nieco staromodnym wydaniu. Dodatkowym plusem są cudne zwierzaki.



Na koniec, coś osobistego ode mnie. Jest to playlista, którą stworzyłam w zeszłym roku, gdy nie mogłam dorwać się do rodzinnej płyty ze świąteczną składanką. To zbiór kilkunastu świątecznych staroci z zeszłego stulecia, jednak skupiłam się tu na tych starszych, bardziej jazzowych kawałkach, a znalazł się nawet jeden polski hit.

Tej playlisty słucham, gdy chcę poczuć się jak pani domu z lat 50, kiedy piekę pierniczki albo sprzątam dom na Święta. Taka muzyka sprawia, że chce się z energią podejść do nudnych codziennych spraw!

Na tej nucie (hehe) kończę na dzisiaj i zapraszam do słuchania. Mam nadzieję, że ta muzyczna lista zainspiruje kogoś do obudzenia w sobie i swoim domu magicznego ducha świąt, bo do tego naprawdę nie potrzeba wiele.

Wesołych Świąt!
Basia ♡

30 listopada 2018

Przemyślenia minimalistyczne z ,,Mniej''

Przemyślenia minimalistyczne z ,,Mniej''

''Minimalizm'' to modne słowo. Postawienie go obok produktu sprawia, że staje się on elegancki, ekskluzywny, a może nawet bardziej pożądany. W czasach kiedy wszystkim można ładnie pochwalić się w internecie, minimalizm staje się często kolejnym hashtagiem dla popularnych zdjęć. Zakładając oczywiście, że zdjęcie znajdzie odbiorców w mediach społecznościowych przesyconych kapiących bogactwem, nadmiarem, kolekcjami i haulami.

Moja przygoda z konceptem minimalizmu zaczęła się po zachłyśnięciu się światem blogerek makijażowych, które mówiły mi, że muszę mieć tę paletkę, ten róż, tę maskarę, to i to, i to... Byłam pewna, że odnalazłam w tym coś satysfakcjonującego, coś ważnego i przede wszystkim coś, czego bardzo chciałam. Zaczęłam mieć obsesję na punkcie zbierania. Makijażu, bo od niego jestem taka dorosła. Książek, bo taka mądra. Filmów, bo taka rozrywkowa. Nigdy nie stałam się zbieraczką, bo zauważyłam, że te rzeczy zamiast mnie cieszyć...przytłaczają mnie, bo znikam pod nimi. Dosłownie! Otoczona gadżetami miałam problem z zobaczeniem moich ulubionych rzeczy, a co za tym idzie ze stwierdzeniem, co tak naprawdę lubię i czego potrzebuję, a czego nie.

Mimo wszystko było mi czasami ciężko identyfikować się z osobami, których minimalistyczne porady czytałam w internecie. Były one oderwane od mojego świata, w którym byłam pozbawiona modnych, przezroczystych mebli, w których mój minimalistyczny dobytek prezentowałby się modnie. Miałam wrażenie, że wciąż jestem daleko za nimi z moim minimalistycznym podejściem, bo widziałam ich jak nieomylne guru.

Trafiłam wtedy na pewną polską książkę, która dzięki sposobie myślenia wychodzącym z mojego kraju i kręgu kulturowego, pomogła mi odnaleźć się w nowym systemie, do którego chciałam wejść. Książkę, która pokazywała zarówno korzyści jak i poświęcenia związane z przejściem na ograniczanie się. Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam książkę ,,Mniej'' Marty Sapały.


 ''Mniej'' to zdecydowanie moja ulubiona książka o minimalizmie i ograniczaniu się. Nie jest napisana w formie poradnika, co uważam za bardzo ciekawe, bo większość książek w tej tematyce to po prostu zbiór tych samych rad opatrzonych ładnymi obrazkami zorganizowanych domów, które wcale nie przypominają mojego.

Jest to reportaż dokumentujący roczny eksperyment kilku polskich rodzin, które zdecydowały się przez ten czas nie kupować niczego niezbędnego, jeśli mogą to pożyczyć, dostać za darmo albo zrobić samemu. Przez ten czas uczą się, jak to jest żyć na ,,minimum'', nie pozwalać sobie na wybryki i mimo trudności uczą się wiele o swoich nawykach jako konsumentów, ale też o rynku, który wiecznie próbuje wcisnąć im w ręce kolejne produkty.


Czytałam tę książkę już trzy razy i za każdym razem skupiam się na innym aspekcie eksperymentu, który wcześniej uważałam za oczywisty i zupełnie zwyczajny. Oprócz codziennych zmagań rodzin autorka dostarcza nam też ogromną ilość faktów i wiedzy z dziedzin historii, polityki, ekologii, a wszystko to jest związane z wpływem człowieka na środowisko. Ja osobiście uwielbiam tego rodzaju statystyki i dane, bo pozwalają zorientować się w skali danego problemu. ,,Mniej'' jest opatrzone ogromną ilością informacji z blogów, raportów, programów telewizyjnych. Mimo tego, że książkę wydano w 2014 roku, prognozy dla naszej planety niestety się nie poprawiły, więc przestroga zawarta w danych na kartkach książki pozostaje aktualna. 

Black Friday za nami,a jutro zaczyna się grudzień, a z nim kupowanie prezentów. Przed Świętami, które mają być czasem odpoczynku, czasem spędzonym z rodziną, ,,zminimalizowanie'' zadań i stresów w obszarach niepotrzebnych może okazać się ratunkiem.

Polecam więc ,,Mniej'' wszystkim, którzy do minimalizmu nie są jeszcze przyzwyczajeni, czy przekonani, a także ,,stałym bywalcom'' potrzebującym dodatkowej inspiracji. Ja czytam tę książkę zawsze w styczniu, by dać sobie właśnie takiego inspiracyjnego, minimalistycznego kopa na kolejny rok.

Do usłyszenia! 💜
Basia

Ps: W poście o minimalizmie pozwoliłam sobie też na minimalistyczną ilość zdjęć 😀


25 listopada 2018

Targi Zero Waste w Warszawie

Targi Zero Waste w Warszawie
Hej!

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to wiecie, że odwiedziłam wczoraj warszawskie Targi Zero Waste. Bywałam wcześniej na różnych wydarzeniach związanych z ekologią, czy minimalizmem, ale nie zdarzyło mi się jeszcze uczestniczyć w evencie całkowicie poświęconym zero waste.


Muszę przyznać, że nie były to największe targi na jakich byłam, ale wciąż można było tam znaleźć rzeczy z wielu różnych kategorii np. jedzenie na wagę, miody, środki czystości, woskowijki, kosmetyki, a także ubrania. Oto kilka zdjęć z wystaw:





Strasznie miło jest zobaczyć jakim zainteresowaniem cieszy się tematyka zero waste, bo im więcej ludzi w to ,,wpada'', tym lepiej dla nas samych i dla naszej planety. Ja wpadłam za to na Beatę z bloga Proste Miasta, którą obserwuję na Instagramie od jakiegoś czasu i która pisze świetne rzeczy o zero waste i ekologicznym życiu. Koniecznie odwiedźcie!

Wszystko fajnie, ale przejdźmy do konkretów! Co minimalistka nawołująca do powściągliwości w Black Friday(!) kupiła na targach? Wiadomo, że tylko to, czego jeszcze nie mam, skończyło mi się lub co jest mi potrzebne. Tak więc zaopatrzyłam się w kilka produktów higieny osobistej, jedną rzecz do makijażu oraz kilka rzeczy dla domu/domowników.

Mydło do powieszenia na sznurku od Czterech Szpaków i dezodorant w kartonowym sztyfcie od Ben and Anna

Wkładki wielorazowe od Soft Moon

Dla domu: szczoteczki bambusowe Hydro Phil i szczotki do zmywania od Redecker 

Zapomniałam zrobić zdjęcie, ale kupiłam też tusz do rzęs od Merci Nature. Efekty na zdjęciu- naturalnie, ale podkreślone oczy. 
Jeśli chodzi o mnie to tyle na temat targów. Było naprawdę super i na pewno pojawię się na kolejnych. Może i nie był to prawdziwy ,,haul'', ale jak tu go zrobić, jak się żyje minimalistycznie 😛

Do usłyszenia następnym razem,
Basia ♡



23 listopada 2018

Konsumpcjonizm na promocji

Konsumpcjonizm na promocji

Black Friday, czyli Czarny Piątek zawitał dziś i do Polski.

W czasie obsesji produktami, których niekoniecznie potrzebujemy i cen, które często wcale nie były tak wysokie jak wskazuje metka, staram się patrzeć w drugą stronę. To pomaga wrócić na ziemię podczas, gdy wokół mnie szaleją reklamy i nawoływania do zakupów. Nie jestem ekspertką w dziedzinie Black Friday, ale chciałabym dziś podzielić się tu kilkoma przemyśleniami na jego temat.

Kiedy kilka tygodni temu zaczęłam słyszeć w radiu świąteczne spoty, a w sklepach zabrzmiał dźwięk dzwoneczków, nie byłam zdziwiona. Okres świąteczny zdaje się rozpoczynać coraz wcześniej z każdym rokiem. Wygląda na to, że przejmuje amerykańską tradycję rozpoczynania go zaraz po Halloween. Jednak kiedy razem z reklamami świątecznymi ,,zaatakowały'' mnie z radia i billboardów reklamy na temat Black Friday, byłam dosyć niezadowolona (mówiąc krótko!).

Dlaczego? W końcu to taka dobra okazja, żeby zaoszczędzić, obkupić się w prezenty, a wszystko za grosze! Nie byłabym taka pewna... Sama idea Czarnego Piątku jest dla mnie po prostu niepotrzebna i głupia, nie mówiąc już o strategiach i taktykach, jakie stosują sklepy, by zwyczajnie nas oszukać i nakłonić do większych zakupów.


Pomyślcie o tym. Czy często nie jest tak, że to, co kupujemy na wyprzedaży nie było na naszej liście zakupów, a nawet na naszej liście wymarzonych rzeczy? Kupujemy tylko dlatego, że zdarzyła się okazja, której absolutnie nie możemy przepuścić, bo przecież tak bardzo stracimy! Czy na pewno?

Czy kolejny sweter, gadżet elektroniczny albo kosmetyk jest nam w tej chwili potrzebny i konieczny, czy wzięliśmy go tylko dlatego, że jest ,,ozdobiony'' promocją, której nie wolno przegapić. Sklepy próbują wmówić nam, że taka okazja już nigdy się nie powtórzy, a ten, kto z niej nie skorzysta to matoł, który nie wie, ile traci. Chcą, żebyśmy myśleli, że wszyscy inni kupują właśnie te rzeczy, a my będziemy gorsi, mniej modni, mniej fajni, a przede wszystkim, że nie starczy dla wszystkich, więc trzeba się spieszyć, trzeba lecieć!

Serio? Błagam... Nie jestem posłuszną owcą-konsumentką, która kupi wszystko opatrzone rabatem i zniżką. Wiem, co chcę kupić i co jest mi potrzebne. Nie spieszy mi się! Czy rzeczy sprzedawane w Czarny Piątek gdzieś uciekną? Nie! Czy faktycznie są dzisiaj tańsze? Tak, ale czy mam zamiar włączać się w to szaleństwo konsumpcjonizmu? Wiadomo, że nie!


Dlatego zachęcam wszystkich, aby przemyśleli to, co planują dziś kupić. Czy nie będzie to coś, co za kilka chwil trafi na dno szuflady, a potem do kosza...

Na naszej planecie nic tak naprawdę nie znika. There is no 'away'.

Każda wyrzucona rzecz trafia gdzieś, gdzie my jej nie widzimy, ale jest ona zagrożeniem dla przyrody, zwierząt i życia innych ludzi. Warto zwrócić na to uwagę, kiedy zewsząd dobiegają komunikaty o zawrotnych cenach i ogromnych promocjach.

Basia


11 listopada 2018

Pochwała powolności

Pochwała powolności

Nie jestem osobą zbytnio przywiązaną do obecności w mediach społecznościowych. Nie publikuję codziennie fotek na Instagramie, nie mam Snapchata, ledwo zaglądam na Facebooka. Jednak czasami wciąż przejmuję się tym, że może powinnam się tym przejmować i publikować więcej, jeśli chcę być ważna, zauważona...


Zastanawiam się jednak nad prawdziwością i sensem tak częstego dzielenia się sobą z obcymi ludźmi w internecie. Czy nie tracimy w ten sposób trochę własnej wolności i prywatności, które i tak są w dzisiejszym świecie towarem praktycznie luksusowym?


Nawet z taką świadomością odłączenie się od sieci zdarza się być trudne. Zerkanie na telefon i myślenie w kategorii ciekawego postu potrafi sprawić, że fajne wyjście staje się obowiązkiem i pracą zamiast być możliwością odstresowania się i spędzenia czasu z bliskimi.

W takich momentach odskocznią okazuje się bycie obecnym w danej chwili i miejscu. Brzmi to jak kolejny poradnik mindfullness, ale to prawda, że skupienie się na tym, co jest tu i teraz, na obserwacji najmniejszych rzeczy, staje się tym, co przyciąga nas z powrotem do prawdziwego świata.



Wybrałam się ostatnio na spacer do Łazienek. Obserwowałam i zauważyłam spadające z drzew liście, ich szelest pod stopami, pływające kaczki i delikatne ruchy wody, słońce chowające się za chmurami. Wszystko bez pośpiechu, bez specjalnego celu oprócz może samego wędrowania.


Bycie świadomym i zanurzonym w tym, co nas otacza pozwala na prawdziwe odczuwanie i pewnego rodzaju oczyszczenie z zawrotnego trybu życia, który wiedzie wielu z nas.

Świadome przeżywanie swojego życia w tych małych, spokojnych momentach to coś, co pozwala mi oderwać się od stresów choćby na chwilę i zwrócenie uwagi na piękno świata, mojego otoczenia, moich bliskich.

Pisząc to śmieję się z samej siebie, bo czuję się jakbym czytała podręcznik coachingu osobistego, ale to prawda!


Im jestem starsza, tym częściej ,,przyłapuję się'' na wyłączaniu się w ten sposób i obserwowaniu. Z kubkiem herbaty w ręku patrzę na sikorki latające między drzewami. Na przystanku, kiedy pada deszcz patrzę na zmieniające się obrazy w kałuży. Głaszczę psa i czuję pod palcami delikatne futro, a on spokojnie oddycha. 


Ten czas ,,dla siebie'', kiedy nie patrzę na telefon i powiadomienia okazuje się często być przyjemniejszy i bardziej satysfakcjonujący na dłuższą metę.

A Wy co sądzicie o filozofii ,,mindfullness''? Czy też uprawiacie takie momenty ,,obserwacji''?

Do usłyszenia! 💜
Basia

Copyright © 2016 Renaturat , Blogger