26 maja 2019

Kwiecień w spódnicy- tydzień 4 i podsumowanie 👯👌

Kwiecień w spódnicy- tydzień 4 i podsumowanie 👯👌
Hej!

Jak już wszyscy dobrze wiedzą, bo właściwie kończy się już maj, eksperyment #wspodnicy zakończył się. Teraz czas na wnioski i podsumowanie ze zdjęciami z tygodnia czwartego. Piszę o tym dość spóźniona, ale lepiej późno niż wcale, nie?
W każdym razie, projekt uważam za zakończony sukcesem, bo oprócz kilku dni, w których pozwoliłam sobie na oszukanie zasad ze względu na chorobę albo trudne okoliczności, udało mi się chodzić w spódnicach i sukienkach.


Suma summarum:
1.       Zauważyłam, którą część moich ubrań lubię nosić, a od której stronię. Dzięki temu udało mi się zrobić przegląd szafy, którą opuściło kilka zapomnianych ciuchów.
2.       Zauważyłam, czego w mojej garderobie faktycznie brakuje- rajstop i tzw. Butów do spódnicy.
3.       Doceniłam spódnicę i sukienkę jako nie tylko ładne i kobiece części stroju, ale także jako różnorodne i praktyczne garderobiane wybory.


Mojemu ,,projektowi’’ daleko od oryginalności albo niespotykanych wniosków, ale dla mnie był czymś wyjątkowym, ponieważ często zamykałam się w pewnego rodzaju wygodzie i przewidywalności stroju. To z drugiej strony wpędzało mnie w poczucie, że wciąż wyglądam tak samo, nie jestem zadowolona z moich strojów i na pewno powinnam odświeżyć garderobę.


Mimo tego, że nie nosiłam w kwietniu wszystkich moich ubrań, bo pomijałam spodnie i rzeczy, które pasują bardziej do nich, czuję, że zauważyłam jaki uniform mi odpowiada, w czym czuję się pewnie i jakie ubrania najlepiej prezentują mnie innym. Czuję, że będę teraz lepiej wiedziała, jak komponować moje stroje tak, żeby wszystko było uniwersalne i pasowało do siebie,  a to (mam nadzieję) poprowadzi mnie dalej w stronę szafy zupełnie kapsułowej.
To tyle jeśli chodzi o kwiecień #wspodnicy. Maj już też praktycznie za nami, ale zastanawiam się pod jakim znakiem mogłabym spędzić czerwiec?
Do usłyszenia!
Basia

8 maja 2019

Jak czyścić plecak Kånken? 🌟 (5 kroków)

Jak czyścić plecak Kånken? 🌟 (5 kroków)
Hej!

Jakiś czas temu pokazywałam na blogu mój plecak Kånken i co w nim noszę, kiedy idę na uczelnię. Obecnie już nie studiuję, ale mój plecak towarzyszy mi praktycznie każdego dnia, czy idę do pracy, czy na zakupy, czy spotkać się z przyjaciółmi.

Z używaniem przychodzą niestety zabrudzenia i zużycie, które niestety nie omija i plecaków Kånken. Ja mam mojego od około czterech lat i sądzę, że wygląda dobrze, jak na swój wiek, szczególnie w świecie, gdzie torby i inne akcesoria wytrzymują czasami jeden sezon...

Mój Kånken jest obecnie całkiem brudny. Przyznaję się do nie czyszczenia go już od jakiegoś czasu, ale teraz sprawy muszą się zmienić, ponieważ zaczynam nową pracę i nie mogę chodzić do biura z nieświeżą torbą...

Póki co prałam mój plecak kilka razy, może raz lub dwa w roku (w zależności od potrzeby). W tym poście pokażę Wam jak ja dbam o mój Kånken, żeby był czysty i służył mi jak najdłużej.



Krok 1: Zdejmuję z plecaka przypinki, wyjmuję ze środka gąbkę usztywniającą (służy mi też często jako podkładka do siadania na ziemi).



Krok 2: Wytrzepuję z plecaka wszystkie paprochy; wykręcam go na lewą stronę i upewniam się, że jest zupełnie pusty

Krok 3: Namaczam plecak w delikatnie ciepłej wodzie z płynem do mycia naczyń i zostawiam tak na około 15-20 minut lub do czasu, gdy zobaczę, że woda zrobiła się brudna.



Krok 4: Po upłynięciu tego czasu wyjmuję plecak z wody i płuczę go czystą, letnią wodą przecierając jednocześnie powierzchnie gąbką z płynem do mycia naczyń.


Nie pocieram zbyt mocno, by nie pozbawić plecaka koloru. Czyszczę też wtedy gąbką ramiączka, które często robią się dość brudne od częstego noszenia.



Krok 5: Jeszcze raz płuczę plecak czystą wodą, po czym delikatnie wytrzepuję, by nie był kompletnie przemoczony (nie wyciskam!) i zostawiam w prysznicu, by zupełnie wysechł. Nigdy nie suszę go na słońcu, by nie stracił koloru i nie ,,upiekł się''.



I gotowe! Po kilku godzinach plecak jest znów gotowy do noszenia! Można wtedy ponownie włożyć prostokątną gąbkę i przypinki na miejsce. Mój Kånken zdecydowanie ma na sobie ślady użytkowania, ale służy mi wciąż nienagannie i uważam, że wygląda bardzo dobrze, a po praniu jest schludny, ładny i czysty.

💙💙💙

Dodatkowo, plecak Kånken można po praniu potraktować woskiem, by był wodoodporny. Ta ,,funkcja'' jest w nich obecna po kupieniu, ale może zniknąć po pierwszym, czy drugim praniu, gdy ciepła woda zmyje wosk nałożony przez producenta lub po prostu z czasem i użytkowaniem. Osobiście nigdy nie woskowałam mojego Kånkena, bo zwyczajnie nie widzę takiej potrzeby, jednak można to prosto zrobić kupując wosk z oficjalnego sklepu Fjällräven lub zwykły wosk, który rozprowadzimy później po materiale.

Mam nadzieję, że ten post pomoże posiadaczom takiego lub innego plecaka w odpowiednim dbaniu o czystość, ale też trwałość materiału, który nosimy na co dzień. Warto zwracać uwagę na odpowiednie mycie i używanie plecaka, aby mógł nam służyć długo i w ten sposób nie przyczyniać się do konsumpcjonistycznego szału kupowania i przedwczesnej wymiany akcesoriów, która nie służy ani naszemu portfelowi, ani szafie, ani planecie. Proste, prawda? 🌍

Do usłyszenia!
Basia



26 kwietnia 2019

Mini-haul z Lusha 🛀

Mini-haul z Lusha 🛀
Hej!

Chyba każdy lubi wyglądać dobrze i czuć się dobrze. Często w osiągnięciu tego uczucia pomagają nam nasze ubrania, akcesoria, fryzura, czy makijaż. Jednak przed tym zajmujemy się naszym ciałem, jego pielęgnacją i ochroną. Poświęcamy dużo czasu na wybór odpowiednich kosmetyków, kremów i płynów, by jak najlepiej opiekować się swoją skórą, włosami i paznokciami, ale nawet jeśli spoglądamy na skład danego kosmetyku to nie zawsze patrzymy na to, jak jest on zapakowany

Z punktu widzenia ekologii opakowania produktów, zrobione w głównej mierze z plastiku, są dziś jednym z największych zagrożeń dla naturalnych środowisk naszej planety. Plastikowe butelki, pudełka, saszetki i inne krążą w obiegu jeszcze długo po zużyciu przez nas kosmetyku ze środka. 

Jak temu zaradzić? Oprócz robienia własnych kosmetyków, na co nie wszyscy mają czas, ochotę i możliwości, można zwrócić się w stronę produktów...bez opakowania! Na polskim rynku są oczywiście dostępne mydła, kule do kąpieli i inne produkty nie wymagające pakowania w plastik, ale dzisiaj chciałabym pokazać Wam kilka wyjątkowych rzeczy o nieco innym zastosowaniu, które kupiłam w sklepie LUSH podczas pobytu w Budapeszcie.


Więc o co chodzi? LUSH to angielska firma, która od 1995 roku wiedzie prym w produkcji kosmetyków m.in. nietestowanych na zwierzętach, ale też często wegańskich, a ostatnio oferują też wiele produktów bez opakowania. Niestety, sklepu nie ma w Polsce, więc zaopatruję się u nich za każdym razem, gdy znajduję ich za granicą. Ich kosmetyki są wyjątkowo przyjemne nie tylko dla środowiska i zwierząt, ale także dla oka, czy nosa, bo wyglądają i pachną przepięknie. Zapach sklepu LUSH to niezapomniane przeżycie.

Gritty Politti

Balsam do mycia twarzy dla skóry połączony z delikatnym peelingiem.

Takiego krążka używamy w bardzo prostu sposób: wystarczy posmarować nim delikatnie skórę twarzy, a następnie masować ją tak, jak przy używaniu zwykłego żelu/mydła. Po spłukaniu wodą, wycieramy twarz, na której zostaje ochronna warstwa nawilżająca. Voila!
 Amazon Primer

Olejek do twarzy

Nawilżający i pięknie pachnący, nadaje się też jako primer pod makijaż! Dwa w jednym!
 Sleepy Face 

Drugi balsam do mycia twarzy, ale tym razem o działaniu wyciszającym i uspokajającym dla cery.

Zawiera olejek lawendowy i migdałowy, które pomagają w ukojeniu zaczerwienionej lub zmęczonej skóry pod koniec długiego dnia.
 The Sunblock

Jak nazwa wskazuje jest to produkt blokujący negatywne działanie promieni słonecznych na naszą skórę. Jako osoba z jasną karnacją pełną piegów muszę cały czas chronić się przed słońcem, a Sunblock zapewnia ochronę SPF 30.

Z jakiegoś powodu ten produkt był jeszcze opakowany w folię... Może kosmetyki z SPF potrzebują wyjątkowej uwagi przy transporcie?

Karma Komba

Szampon do włosów w małej, poręcznej tabletce. Poprzednikiem tego był w moim domu ,,Honey, I Washed My Hair'' również z LUSH, który sprawdzał się bardzo dobrze, więc liczę i na Karmę. Taki szampon używamy polewając go wodą, pieniąc w dłoniach i nakładając na głowę pianę tak, jak przy zwykłym szamponie.

Jest to również dobre rozwiązanie dla podróżujących! Nie ma problemu z limitem do 100 ml i przelewaniem szamponu z butelki do butelki. 
Mam nadzieję, że ten post zachęci niektórych do spróbowania kosmetyków nieopakowanych w plastik. Nie różnią się niczym od tych ,,zwykłych'', a ich wpływ na środowisko nie jest negatywny, jak w przypadku produktów opakowanych w tony plastiku, który ciężko jest później przetworzyć.

Oczywiście, LUSH to tylko jedna z opcji dla osób szukających ekologicznie opakowanej pielęgnacji ciała. W naszym kraju można jednak zajrzeć np. do Starej Mydlarni, Ministerstwa Dobrego Mydła lub online do sklepów jak np. 4Szpaki.

Do usłyszenia!
Basia 

23 kwietnia 2019

Kwiecień w spódnicy - tydzień 3 👧

Kwiecień w spódnicy - tydzień 3 👧


Hej, hej!

Spóźniona, ale jestem. Święta i wyjazd zabrały mi nieco czasu na zwykłe pisanie, ale dodam też, że wraz z trzecim tygodniem wyzwania wybieranie strojów, które nie są dokładnie takie same jak na początku miesiąca robi się trudne. Mnie to nie przeszkadza natomiast nie jest to specjalnie ciekawe, jeśli chodzi o pokazywanie zdjęć.

W tym tygodniu będzie więc nieco inny format; wrzucam zdjęcia moich spódnico-sukienkowych strojów na dole, a popisać chciałabym trochę o tym, co spódnica lub sukienka zmienia w codziennym postrzeganiu pojęcia kobiecości. Wchodząc w drugą połowę mojego eksperymentu postanowiłam zastanowić się nad tym, co symbolizujemy swoim ubiorem, jeśli wybieramy właśnie sukienkę lub spódnicę.

Długo myślałam nad tym, co napisać o pojęciu kobiecości i jej powiązaniu z ubiorem i tradycyjnym, czy stereotypowym kobiecym wyglądem. Ostatecznie doszłam do tego, że ,,kobiecość'' to tak naprawdę coś innego dla każdej i każdego z nas. Dla niektórych będzie to tradycja, dla innych nowoczesność. Przecież jest to nie tylko ubiór, ale też zachowanie, role społeczne, samoświadomość tego, kim jesteśmy i jak odbierają nas inni.

Dla mnie kobiecość to w pewnym sensie połączenie starego i nowego, ponieważ wiele wartości kojarzonych ze staromodną ,,kobiecością'' to wartości piękne i dobre takie, jak empatia, delikatność, elegancja. Z drugiej strony kobiecość to też samowystarczalność, upór i asertywność. Czy kobieta w spódnicy to lepsza kobieta niż ta w spodniach? Czy kobieta z krótkimi włosami jest mniej kobieca niż ta z długim warkoczem? Absolutnie nie i jest to chyba oczywiste! Kobiecość to to, jakie jesteśmy i jakie chcemy być. Kobiecość to to, do czego dążymy i pokazujemy naszym zachowaniem. 

Przyznaję, że te trzy tygodnie w spódnicy pozwoliły mi spojrzeć z innej perspektywy na kobiety, które właśnie w ten sposób prezentują siebie i swoją kobiecość. Ubiór to nie wszystko, ale to duża część tego, jak pokazujemy się światu i innym ludziom. Eksperyment trwa! Oto ja w tygodniu trzecim:

Dzień 15 i 16: bez kurtki
Dzień 15 i 16


Dzień 19 (Budapeszt!) 
Dzień 17 i 18
Dzień 21

Dzień 20
Dzień 22


Do usłyszenia!
Basia 

15 kwietnia 2019

Kwiecień w spódnicy- tydzień 2 👸

Kwiecień w spódnicy- tydzień 2 👸
Hej!

Tydzień drugi upłynął pod znakiem powtarzania wzorców i  frustracji weekendowej, która skończyła się małą porażką w przebiegu projektu w sobotę i niedzielę.

Zaczęłam też zastanawiać się nad tym, które ubrania noszę chętniej, a które mimo pasujących wzorów, czy krojów, zostawiam w szafie. Przede wszystkim zauważyłam, jakiego rodzaju stroje powtarzam, mimo prób bycia twórczą. Ostatecznie zawsze zdaję się wracać do połączenia krótkiej spódnicy, golfu i praktycznie jednego kardiganu.

Możliwe, że to wyzwanie pomoże mi w dalszym minimalizowaniu zawartości mojej szafy, a nie ma nic, co bardziej lubię niż proste, niezagracone przestrzenie. Chcę, żeby moje ubrania pokazywały, kim jestem, jak się czuję i, co najważniejsze, były praktyczne i wygodne. Dzięki temu będę pewna, że posiadam tylko to, co lubię i noszę tylko to, co naprawdę chcę nosić i mieć w swoim domu.

Dobra, bez dalszego przedłużania; oto tydzień drugi #wspodnicy

Dzień 8:

Kardigan: Primark (second hand)
Szalik: ?
Bluzka: H&M
Spódnica: C&A
Rajstopy: Gatta (strasznie słabe te rajstopy, podarły się tego dnia...)

To chyba klasyczna ja w kwietniu. Powtarzam oczywiście spódnicę, bo nie mam ich tak wiele. Kardiganów mam kilka, a jednak wciąż chodzę w tym. Chyba muszę przemyśleć tą część mojej garderoby... Szalik to powtórka z zeszłego tygodnia, a bluzka to tzw. basic z H&M z czasów, kiedy jeszcze tam kupowałam.

 Dzień 9:

Kurtka: H&M
Golf: ? (second hand)
Spódnica: C&A
Rajstopy: ?
Buty: Nike

Nie byłam zadowolona z tego stroju, bo ten golf pasuje do spodni, ale nie do spódnicy. Dobrze, że ukryłam się pod kurtką na większość dnia. Ogólnie jest to dość dziwne połączenie... No, cóż...

I bez kurtki...Ech...



Dzień 10: 

Kardigan: dzień 7
Bluzka: dzień 7
Spódnica: ? (second hand)
Rajstopy: ?
Feat. kapcie

Połączenie stroju z dnia 1 i 8, czyli zdaje się, że moja szafa zdaje ,,kapsułowy'' egzamin!
Dzień 11 i 12:

Golf: Reserved (second hand)
Sukienka: Colors of Benetton (second hand)
Rajstopy: ?

Kopia z zeszłego tygodnia, wymieniony tylko golf. Oprócz zestawu typu dzień 7, jest to mój drugi ,,uniform''. Jestem fanką tego połączenia i założyłam dokładnie to samo następnego dnia.





Dzień 13:

Zdjęcia brak, ale przysięgam, że miałam na sobie spódnicę! 

Dzień 14:

No, tutaj była wspomniana wcześniej porażka, bo w przypływie lenistwa i chęci wygody podczas jazdy na rowerze założyłam spodnie i bluzę... 

To by było na tyle, jeśli chodzi o tydzień drugi! 

Do usłyszenia!
Basia 

7 kwietnia 2019

Kwiecień w spódnicy- tydzień 1 👩

Kwiecień w spódnicy- tydzień 1 👩


Hej!

Dawno mnie tu nie było. Po moim ostatnim poście można by pomyśleć, że stwierdziłam bezsens życia eko i oddałam się konsumpcji. Nic bardziej mylnego. Jestem po prostu leniwa i brakowało mi pomysłów na posty, które według mnie ktoś chciałby przeczytać. Zobaczymy, jak będzie z dzisiejszym 😉

Na początku tego tygodnia napisałam na Instagramie, że w kwietniu postawię się przed pewnym wyzwaniem. Zainspirowana wiosenną pogodą i zakupem nowej spódnicy postanowiłam przez cały kwiecień nosić tylko spódnice lub sukienki. Spotykałam się wcześniej z różnego typu projektami ubraniowymi np. projekt 333, polegający na noszeniu tylko 33 ubrań w trzy miesiące albo wyzwanie 365 dni #wspodnicy, którego nazwa mówi chyba sama za siebie. Ja zdecydowałam się najpierw na miesiąc, ale i to może być sporym przedsięwzięciem.

Podczas kwietnia w spódnicy chciałabym przekonać się, czy będę potrafiła przez 30 dni ubierać się tak samo wygodnie, praktycznie i przyjemnie, jak robię to zazwyczaj, co przeważnie oznacza spodnie. Zimą zapominam niestety o sukienkach i spódnicach, a wiosna pozwala mi na powrót do nich, mam nadzieję, że na dłużej.

Dobra, zaczynajmy więc! Oto mój pierwszy tydzień #wspódnicy:


Dzień 1: 

Bluzka - H&M
Kardigan - Primark (second hand)
Spódnica - ? (second hand)
Buty - od siostry

Muszę przyznać, że czułam się w tym stroju dość konserwatywnie, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio. Miałam wrażenie, że niektórzy zerkają na mieście na mnie zastanawiając się pewnie, czy należę do kółka gospodyń. Nie należę, a może szkoda 😜

Dzień 2:

Bluzka - ta sama; H&M
Kardigan - KappAhl (po siostrze, dlatego taki przykrótki...)
Spódnica - C&A
Buty miałam te same, choć ich nie widać.

W tym zestawieniu czułam się naprawdę pewnie i bardzo wiosennie. Założyłam bluzkę i buty z dnia poprzedniego, wymieniłam tylko kardigan i samą spódnicę. Byłam bardzo zadowolona z tego, że ubrania pasują do siebie bez problemu, bo chciałam sprawdzić jak moja szafa poradzi sobie z ,,kapsułowością'' wyzwania spódnicowego.
Dzień 3:

Golf - ? (second hand)
Sukienka - Denim Co. (second hand)
Rajstopy i buty powtórzone z dnia drugiego.

Trochę zmian, bo jest sukienka. Co prawda na szelkach, ale jest! Hm, nie jestem pewna, czy ją zatrzymam. Ten projekt będzie też dla mnie miarą sprawdzenia, czy na pewno lubię niektóre moje ubrania. Uważam, że nie ma sensu trzymać takich, w których nie czujemy się pewnie, są niewygodne lub zwyczajnie już nie pasują. Takie ubrania zazwyczaj oddaję do przejrzenia siostrom, później idą dalej w świat, a jeśli są nie do oddania ze względu na zniszczenie stają się materiałem na dywaniki w moim mieszkaniu!

Dzień 4:

Golf - z dnia 3
Spódnica - z dnia 2
Rajstopy - Gatta
Buty były te same.

Powtórka tak naprawdę wszystkiego, bo i góry i dołu. Tym razem bez swetra, bo było ciepło. Ciekawe jak będzie z resztą miesiąca.


Dzień 5:

Sukienka - H&M (po siostrze)
Cardigan - KappaAhl (z sekcji dziecięcej!)
Rajstopy - Gatta

Druga sukienka w tygodniu, tym razem model typu ,,worek na ziemniaki''... Nie myślałam, że kiedykolwiek polubię tego typu ubrania, ale muszę przyznać, że taka sukienka jest po prostu bardzo wygodna, daje większą swobodę ruchu i nie jest mi w niej ani za gorąco, ani za ciepło. Szkoda tylko, że z H&M, ale skoro już jest to trudno. Trzeba nosić aż się rozpadnie, a wtedy przerobić.

Dzień 6:

Chusta - ? (chyba kupiłam w Rzymie?)
Bluzka - H&M
Kardigan - z dnia 5
Spódnica - z dnia 2 i 4
Rajstopy - Gatta
Buty - Skechers (po bracie mojego chłopaka!!)

Powtórka, powtórka, powtórka; co powiedzieć więcej. Żółta spódnica okazuje się być jedną z fajniejszych, jakie mam, więc korzystam póki mogę. Pewnie będziemy widzieć jej znacznie więcej w tym miesiącu. 
A tak to wyglądało w kurtce, bo było zimno. Kurtka: Stradivarius (po siostrze)
Dzień 7:  

Sukienka - United Colors of Benetton (second hand)
Bluzka - z dnia 6
Sweterek- Marie Lund 
Legginsy - F&F

Znów dżinsowa sukienka, tym razem wiązana. Zawsze mam wrażenie, że wyglądam w niej jak barista (?). Dodatkowo klasycznie paski i szarości. Tym razem w legginsach zamiast rajstop, bo planowałam jazdę na rowerze, a kwietniowa pogoda nie jest jeszcze aż tak ciepła jakbym chciała 😉


Morał z tego dla mnie taki, że w pierwszym tygodniu udało mi się z sukcesem wypracować wzór, według którego dobieram tylko kolejne części ubioru, pasujące kolorem. To raczej nie powinno sprawiać problemów, bo moja szafa (jak zobaczycie) składa się z niewielu. 

Może nie jest to post związany ściśle z tematem zero waste, czy ekologicznym stylem życie, ale idea szafy kapsułowej, czy nawet spojrzenia na swoje ubrania i spytanie siebie: co z tego tak naprawdę noszę, bez przymusu i nie w sytuacji, gdy wszystko inne jest w praniu... 

Oprócz tego muszę przyznać, że chociaż moje spódnice nie są specjalnie ekscytujące to chodząc w nich poczułam się trochę bardziej wyjątkowo, bardziej elegancko niż zazwyczaj. Miło jest mi dobierać poszczególne części codziennego ubioru z myślą, że udokumentuję je i przekonam się, czy potrafię wymieniać tylko spódnice, sukienki i rzeczy do nich pasujące, nie nudząc się swoim ubiorem, ale wręcz przeciwnie. 

W każdym razie, do usłyszenia w następnym tygodniu albo wcześniej, jeśli coś mi wpadnie do głowy! 

Basia 

16 stycznia 2019

Eko lęk, czyli czy eko życie ma jakiś sens?

Eko lęk, czyli czy eko życie ma jakiś sens?

Nowy rok, nowa ja. Wiele osób zaczyna styczeń z tym postanowieniem. Dla mnie nowy rok to szansa na przemyślenia, często refleksję i możliwość zmian. Dużo moich postanowień łączy się dla mnie naturalnie z kwestią ekologiczną. Jeść bardziej wege, kupować i wyrzucać mniej, próbować nowych alternatyw dla czystszej planety.


Ale kiedy natrafiam w internecie, czy gazecie na kolejny artykuł o tym, że zniszczenie środowiska wciąż rośnie, ludzie konsumują coraz więcej, a wielkie korporacje tylko podsycają nagonkę to zaczynam zastanawiać się, czy to ma jakiś sens. Kiedy widzę kolejnego naukowca ostrzegającego o tym, że zostało nam mniej niż pół wieku na tej planecie. 

Obejrzałam ostatnio filmik Jonny Jinton, szwedzkiej blogerki i artystki mieszkającej w północnej Szwecji. W filmiku Jonna opowiada o czekającym jej wioskę i dom losie, którym grozi zbudowanie tam ogromnego ,,parku'' turbin elektrycznych. Budowa zniszczyłaby bezpowrotnie krajobraz tego miejsca, a prąd z niej nie zasilałby nawet okolicznych domów, ale płynął do Niemiec.

Wiem, że można tu też pomyśleć: ,,Chwileczkę, przecież turbiny to zielona energia''. Faktycznie, ale to, co uderzyło mnie w jej filmiku to niesamowita i wielka ilość zniszczenia naturalnego środowiska, ludzkich i zwierzęcych siedlisk będących tam od wielu, wielu lat. Nie chodzi nawet o rodzaj energii, ale o sam fakt, że generujemy na nią tak ogromne i niekończące się zapotrzebowanie, że nie jesteśmy w stanie zauważyć problemu z wycięciem wielu kilometrów kwadratowych nienaruszonego lasu. Dla mnie jest to znak, że po prostu przerastamy swoje możliwości.

Wiem też, że nie jestem nieomylna w tym temacie i na pewno jest wiele rzeczy, których o tym nie wiem. Nie udaję, że jestem tu ekspertką. Chciałam w tym poście raczej pozbyć się pewnego rodzaju frustracji. Wideo Jonny sprawiło, że po prostu poczułam zrezygnowanie, a z nim stres i lęk. Poczułam, że przysłowiowo opadają mi ręce i opuszcza mnie energia, a serce napełnia się zwyczajnym strachem.

Dla wielu osób takie emocje związane z lękiem o przyszłość planety mogą wydawać się głupie. Po co przejmować się czymś, co zdarzy się za kilkadziesiąt lat? Dla mnie odpowiedź jest prosta: bo nie jesteśmy i nie będziemy tu sami. Po nas przyjdą następni, a nie wydaje się to być fair, żeby zostawić rozwiązanie problemu naszym dzieciom i ich dzieciom. Jeśli pomyśli się o tym logicznie to tak się po prostu nie godzi! Tak przecież nie można!

Siedząc na łóżku i myśląc o czekających nas konsekwencjach poczułam, jak robi mi się jednocześnie zimno i gorąco, i że naprawdę się denerwuję. Zrobiłam więc to, co pierwsze przyszło mi na myśl. Sięgnęłam po pomoc do internetu (!), z którego dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak ,,eco anxiety'' tłumaczone luźno na ,,eko lęk'', czyli stres i niepokój związany z kwestią ekologiczną. Taki lęk ,,włączany'' jest np. przez złe wieści o przyszłości planety, mimo naszych starań i zmian w stylu życia. Jak mam uratować planetę skoro widzę, że jest coraz gorzej?

Ten post nie jest jednak o sposobach takiego ratowania, ale o samym stresie i uczuciach temu towarzyszących. Jeśli czyta to ktoś, kto także ma takie spostrzeżenia to usłyszy tu najbardziej wyświechtany, ale prawdziwy tekst: ,,Nie jesteś w tym sam''. Siła naszego wpływu jest w społeczności, wsparciu i pomocy. Jesteśmy tylko tak mocni, na ile jesteśmy razem i współpracujemy. Na lęk nie ma prostego lekarstwa, trzeba sobie z nim radzić na bieżąco i nie stać w miejscu. Ja to przynajmniej tak odczuwam. Wolę takie spojrzenie niż odrzucenie wszystkiego i poddanie się.

Co o tym sądzicie? Mieliście kiedyś takiego rodzaju odczucie?

Do usłyszenia,
Basia


Copyright © 2016 Renaturat , Blogger